Malesowizna Turtul. Ggdzie lodowiec zostawił wizytówkę, a młynarz zbił fortunę

Są miejsca na Suwalszczyźnie, które widnieje na każdej mapie turystycznej i o których wszyscy mówią. I są takie, które znają tylko ci, którzy naprawdę szukają. Malesowizna Turtul należy do tej drugiej kategorii. I naprawdę szkoda, bo to jeden z najciekawszych i najbardziej niedocenionych punktów w całym regionie. Jeśli nocujesz w okolicach Wołowni lub szukasz noclegu na Suwalszczyźnie i zastanawiasz się, co warto zobaczyć poza jeziorem Wigry i klasztorem kamedułów, masz już odpowiedź.

Turtul leży w dolinie Czarnej Hańczy, kilkanaście minut jazdy samochodem od Jeleniewa. Żeby w pełni zrozumieć, dlaczego warto tu przyjechać, trzeba cofnąć się o jakieś 12–14 tysięcy lat.

Bogacz znad Czarnej Hańczy, czyli skąd ta nazwa

Zacznijmy od nazwy, bo jest zabawna. Turtul to przysiółek wsi Malesowizna, i przez stulecia był to jeden z ważniejszych punktów na tej części Suwalszczyzny. Nie ze względu na zamki, bitwy ani kościoły, jak w innych częściach świata, ale ze względu na młyn.

Od XVII wieku pracował tu młyn wodny, jeden z pierwszych tego typu budowli między jeziorem Hańcza a Wigrami. Wody Czarnej Hańczy zostały spiętrzono groblą i skierowane na koła młyńskie, a cały interes najwyraźniej kwitł . Bo nazwa Turtul pochodzi od słowa turtuolis, co po litewsku oznacza mniej więcej „bogacza” lub „człowieka majętnego”, i miało to być przezwisko założyciela. Choć istnieje też konkurencyjna hipoteza, że nazwa ma po prostu charakter dźwiękonaśladowczy – od stuku młyńskiego koła. Która wersja jest prawdziwa? Tego nie wiemy. Ale obie są na tyle sympatyczne, że można je sobie opowiadać przy ognisku.

Młyn nad Turtulskim Stawem działał z przerwami przez kolejne wieki. Ostatni z istniejących młynów w Turtulu, wybudowany w latach 30. XX wieku, funkcjonował do 1963 roku, po czym popadł w ruinę. Dziś można oglądać jego pozostałości – fundament z polnych kamieni, ściany parteru, szczątki urządzeń wodnych – stojące dokładnie tam, gdzie od stuleci kręciły się koła.

Co ciekawe: w drugiej połowie XIX wieku Turtul liczył zaledwie pięciu mieszkańców i jeden dom. Osada była mała, ale strategiczna. I zadziwiająco trwała.


Lodowiec jako architekt krajobrazu

Żeby naprawdę zrozumieć Turtul, trzeba chwilę porozmawiać o geologu. Nie jest to tak nudne, jak brzmi.

Uroda Suwalskiego Parku Krajobrazowego słynie z niepowtarzalnych form rzeźby terenu ukształtowanych przez ostatnie zlodowacenie skandynawskie, które wycofało się z tego obszaru około 12–14 tysięcy lat temu. Lądolód, który przez tysiące lat leżał na tej ziemi jak wielka biała kołdra, zostawił po sobie krajobraz, który geolodzy traktują jak otwarty podręcznik. Moreny, kemy, ozy, głazowiska, jeziora rynnowe – to wszystko efekt pracy jednego pracownika, który odszedł bez słowa, zostawiając po sobie niesamowity bałagan.

Kluczowy dla Turtula jest oz – i to nie byle jaki. Oz turtulski to najpiękniejszy przykład ozu w Polsce. Co to jest oz? Oz to wał ziemny powstały przez osadzanie się piachu i żwiru niesionego przez wody topniejącego lodowca, a oz turtulski liczy 3 km długości. W praktyce: ciąg trzynastu wydłużonych pagórków biegnących przez dolinę Czarnej Hańczy, jeden za drugim, jak kręgosłup ukryty pod ziemią. Jeden z piękniejszych odcinków doliny Czarnej Hańczy wiedzie od Turtula do jeziora Hańcza, a spacer ścieżką po grzbietach ozu powinien być obowiązkowym punktem podczas zwiedzania Suwalszczyzny.

Do kompletu – niedaleko oz turtulski sąsiaduje z tzw. Doliną Zawieszoną Gaciska: suchą doliną rzeczną, której dno jest zawieszone około 10 metrów nad rzeką Czarna Hańcza, powstałą w wyniku działalności wypływających spod lodowca rzek. Żeby zobaczyć coś podobnego gdzie indziej w Polsce, trzeba by szukać długo.

Na co to wszystko wygląda z góry? Z punktu widokowego na krawędzi doliny rozciąga się panorama na staw turtulski, dolinę Czarnej Hańczy i ciągnące się pagórki ozu. Niebo, woda, las i geologiczna historia świata zamknięta w jednym kadrze.


Siódmy Cud Polski i park, który zaczął się tu wszystko

W 1976 roku, gdy w Polsce powstawały pierwsze parki krajobrazowe, Suwalski Park Krajobrazowy był wśród pionierów – jest on najstarszym spośród parków krajobrazowych w Polsce i zdobywcą tytułu Siódmego Cudu Polski 2014 w plebiscycie National Geographic. To nie jest tytuł przyznawany za ładne widoki. To uznanie dla miejsca, które zachowało przyrodę w stanie, jakiego w centralnej Polsce już nie znajdziemy.

Siedziba parku mieści się właśnie w Malesowiźnie-Turtulu. Siedziba Parku leży w malowniczej dolinie rzeki Czarnej Hańczy nad Stawem Turtulskim, a przy siedzibie działa punkt informacji turystycznej oraz Izba Regionalna – tutaj też biorą swój początek trzy ścieżki edukacyjne oraz trasy rowerowe.

Zaczyna się więc od parku, a właściwie od domu. Dosłownie – bo dyrekcja parku urzęduje w dawnym domu młynarza, budynku z lat 30. XX wieku, który ma już niemal sto lat i stoi dokładnie tam, gdzie od stuleci stały kolejne domy kolejnych młynarzy. Coś w tym jest.


Co robić w Turtulu – konkretny plan na pół dnia

Turtul jest miejscem, w którym czas płynie inaczej. Można tu przyjechać na dwie godziny i wyjechać z poczuciem, że zobaczyło się coś ważnego. Można też zostać na cały dzień i nie poczuć, że czas się marnuje.

Zacznij od ruin młyna i Stawu Turtulskiego. Siedmio hektarowy zbiornik powstał sztucznie przez spiętrzenie wód Czarnej Hańczy – w najgłębszym miejscu ma zaledwie 2,20 m głębokości, ale wygląda jak jezioro wyjęte z bajki: czarna woda, gęsta zieleń nadbrzeżnych drzew, łabędzie jeśli masz szczęście. Przy stawie stoi drewniana wieża widokowa – wejdź, bo widok na oz i dolinę jest stąd doskonały.

Dalej idź ścieżką „Doliną Czarnej Hańczy” – liczy 3,5 km i prowadzi przez oz turtulski, nad samą rzeką, przez las z głazami narzutowymi przyciągniętymi tu ze Skandynawii przez lądolód. Na trasie można zobaczyć pozostałości dawnego zakładu przerobu kamieni z okresu II wojny światowej, który dostarczał surowca m.in. do budowy Wilczego Szańca – kwatery Hitlera. Tego rodzaju niespodzianek na szlaku jest więcej niż jedna.

Szlak kończy się nad jeziorem Hańcza – najgłębszym jeziorem w Polsce, gdzie w najgłębszym miejscu słupek wody sięga ponad 108 metrów. Widoczność jest tam tak dobra, że nurkowie przyjeżdżają tu z całego kraju. Jeśli nie nurkujesz – i tak warto usiąść na brzegu i popatrzyć.

Dla rodzin z dziećmi osobną atrakcją jest ścieżka edukacyjna „Opowieści Turtula” – krótka, pełna zagadek, makiet i skrytek informacyjnych trasa zaprojektowana z myślą o najmłodszych odkrywcach. Jest plac zabaw, jest labirynt ze zwierzętami, są kładki dostosowane do wózków i osób z ograniczoną mobilnością. Nie jest to szczyt wyrafinowanego obcowania z przyrodą, ale dzieci wychodzą stąd z wiedzą, którą zapamiętają na długo.


Green Velo i rower jako najlepsza forma lokomocji

Przez Turtul przebiega słynny szlak rowerowy Green Velo – jeden z najdłuższych tras rowerowych w Polsce, biegnący przez pięć województw Polski wschodniej. W Turtulu działa punkt obsługi rowerzystów. Szutrowe drogi wokół siedziby parku są idealne do jazdy rowerem: wystarczająco miękkie, żeby nie niszczyć kół, wystarczająco twarde, żeby nie grzęznąć. Krajobraz – sam rozumiesz.

Rowerem można dotrzeć tu z okolic Jeleniewa, Suwałk, a przy odrobinie planowania – z Wołowni. Trasa przez Suwalski Park Krajobrazowy jest jedną z lepszych rowerowych propozycji na całej Suwalszczyźnie. Nie ma tu tłumów, nie ma asfaltu na każdym skrzyżowaniu. A za to jest widok, który warto mieć przed oczami dłużej niż przez okno samochodu.


Jak dojechać z Wołowni do Turtula

Jeśli nocujesz w okolicach Wołowni przy drodze 34, do Turtula masz rzut beretem. Najwygodniej jechać przez Suwałki na Jeleniewo, stamtąd drogą w kierunku Bachanowa – siedziba parku jest oznakowana i trudno ją przegapić. Całość to około 30–35 minut spokojnej jazdy przez suwalski krajobraz: pagórki, lasy, jeziora, wsie z drewnianymi domami.

Przy siedzibie parku są dwa bezpłatne parkingi. Wstęp na teren jest bezpłatny. Ścieżka „Doliną Czarnej Hańczy” jest płatna – kilka złotych od osoby. A taka suma o nikogo nie zrujnuje, a park pozwala utrzymać infrastrukturę w porządnym stanie.

Turtul leży w widłach między Suwalskim Parkiem Krajobrazowym a Wigierskim Parkiem Narodowym. Jeśli planujesz nocleg na Suwalszczyźnie z myślą o zwiedzaniu obu parków, to lokalizacja w okolicach Wołowni jest wprost idealna. Klasztor w Wigrach na wschód, Turtul i Hańcza na zachód, a pomiędzy – kilometry szlaków, jezior i ciszy.


Szeszupa, źródła i rzeka, która idzie na Litwę

Przy siedzibie parku w Turtulu biorą swój początek nie tylko szlaki piesze. Niedaleko, między wsią Szeszupka a przysiółkiem Turtul, wypływa Szeszupa. Rzeka, która przez Polskę płynie zaledwie 27 kilometrów, a potem zmienia kraj. I nagle staje się jedną z głównych rzek litewskiego regionu Suvalkija. Całkowita długość Szeszupy to niemal 300 kilometrów, z czego większość poza Polską. Rzadko która rzeka ma tak głośne zagraniczne CV.

Spływ Szeszupą z Udziejka przez Rutkę-Tartak to 12 kilometrów zmiennego nurtu, bagiennych brzegów i kamienistego dna. Niejednostajny, wymagający uwagi, ale właśnie przez to ciekawy. Dla kajakarzy to opcja mniej oblegana niż Czarna Hańcza, przez co bardziej dzika i mniej przewidywalna.


Szukasz noclegu na Suwalszczyźnie blisko drogi 34 i Wołowni? Sprawdź ofertę na noclegiszelment.pl – stąd masz kilkadziesiąt minut do Turtula, Wigier i jeziora Hańcza.